Proces kreacji świata nabierał rozmachu. Fundamenty nowej rzeczywistości były już gotowe, choć zostało jeszcze dużo do zrobienia, najtrudniejszy etap nasi stwórcy mieli już za sobą. Trzeba bowiem pamiętać, że proces tworzenia wszechświata nie różni się wielce od budowy chaty. Wpierw trzeba wyrównać ziemię i oczyścić ją z kamieni, zaprowadza się w ten sposób porządek, wyrywając mały wycinek przestrzeni z otaczającego morza kapryśnej i dzikiej przyrody. Następnie należy wybrać miejsce na palenisko, centralny punkt domostwa, który będzie zbierać wokół siebie mieszkańców w chłodne, zimowe wieczory. Gdy to już zostanie zrobione trzeba wtedy zbudować klepisko, które jednak zbyt duże być nie może, bo ogromnego dachu wtedy budować i utrzymywać na swoim miejscu nie będzie komu. Mając postawione ściany z sosnowych bali oraz położoną strzechę, można rzec, że chata gotowa. Chociaż chata sama i owszem gotowa, ale żeby ktoś mógł ją nazywać swoim domem, odrobiną serca ściany trzeba wypełnić oraz życie musi zagościć w tychże progach. W tym momencie praca rzemieślnicza przeradza się w pracę wymagającą już innego rodzaju talentów. Jednakże, nim pierwsze istoty zadomowią się w chacie trzeba rozpalić w izbie ogień, wszak nikt w zimnie mieszkać nie chce. Opowieść ta będzie zatem o tym jak Swaróg rozpalił słońce, będzie także o narodzinach bogiń nieba oraz Dadźboga, czyli tego, który trzyma pieczę nad gorejącą, słoneczną tarczą.
Pewnego dnia, choć dnie i noce wtedy tak naprawdę nad światem jeszcze nie zagościły, Swaróg podczas pracy w swej kuźni spostrzegł nagle błysk jakiś. Mieniący się obiekt ukryty wśród chmur przykuł jego uwagę. To grudka złota jaśniała błyszcząc migoczącym światłem. Podniósł Swaróg złotą bryłkę i zaczął się jej uważnie przyglądać. Pomyślał, że to relikt z czasów kiedy całe istnienie upakowane było w jednym zalążku świata, choć nie był tego do końca pewien uznał, że trzyma w ręku cząstkę kosmicznego jaja. Boski kowal zabrał złotą grudę do swojej kuźni i zaczął w nią uderzać młotem. Chciał stworzyć coś czego ten świat jeszcze nie widział i nigdy wcześniej nie doświadczył. W jego umyśle zaczęła kiełkować koncepcja nowego stworzenia, jednak ostateczny efekt przerósł najpewniej także jego oczekiwania.
Boski kowal uderzał młotem rytmiczne. Nacierał na metal, nakłaniając go kolejnymi ciosami, aby uległ i pozwolił się ukształtować zgodnie z zamysłem niebiańskiego twórcy. Złoto stawiało jednak zacięty opór i długo trwały te zmagania. Podczas kucia strzelały iskry, kilka z nich uciekło spod swarożego młota i uleciały w różne strony świata. Pierwsza wyskoczyła na wschód, poszybowała w górę i zatrzymała się na nitkach światła przeplatających białe obłoki. Kolejna iskra poleciała na zachód i upadła na ciemną taflę zimnego oceanu.
Zrodziły się z tych iskier dwie boginie. Siostry będące do siebie podobne, a jednocześnie tak bardzo się różniące – bogini świtu oraz bogini zmierzchu. Pierwsza z nich nosi imię Zorza, choć czasem bywa nazywana także Jutrzenką. Jej tajemnicza siostra natomiast bywa zwana Mrocznicą, ponieważ mrok jest jej okryciem lub Wieczornicą, ponieważ wraz z jej przebudzeniem kończy się dzień. Tak ją dzisiaj nazywają, choć niewykluczone, że jej prawdziwe imię owiane jest nimbem tajemnicy, wszak bogini zmierzchu to bardzo zagadkowa postać. Powiadają także najstarsi mędrcy oraz najtęższe umysły okrzepłe w zmaganiach ze starymi, zakurzonymi kronikami, że całkiem to możliwe, iż towarzyszy im jeszcze trzecia siostra. Zrodzona z trzeciej iskry, która uleciała na północ. Jeśli prawdę oni powiadają to, bogini owa zdaje się być nieuchwytna, być może nie jest łasa na sławę, jaką lud słowiański zapewne by ją obdarzył, gdyby tylko zechciała dać się jemu poznać.
Kiedy Swaróg wreszcie skończył swoją pracę dzieło było gotowe. Z bryłki złota, poddanej działaniu twórczej mocy boskiego kowala, powstała żarząca się, świetlista tarcza słoneczna. Swaróg rzucił ją wysoko na niebo. W tym twórczym akcie zrodził się Dadźbóg, syn swaroży. Dadźbog jest dawcą życia, ogrzewa cała ziemię swoim ciepłem, przynosi wszelkim istotom pomyślność i dostatek. Charakter odziedziczył po ojcu, jako mąż chrobry pomaga Swarogowi pilnować praw i ładu wszechświata. Gorejącym spojrzeniem omiata całą ziemię zza słonecznej tarczy. Nasi przodkowie drzewiej uważali, aby nie wskazywać w jego kierunku palcem, by mu oka nie wykolić. Dadźbóg byłby zapewne rad, gdyby dawny zwyczaj powrócił i dzisiaj. Solarny bóg podróżuje codziennie po niebie w swym ognistym powozie zaprzężonym do białych, chmurnych rumaków. Przemierza nieboskłon wschodząc na wschodzie i zachodząc na zachodzie. Jego towarzyszką jest Zorza, która otwiera mu dębowe drzwi jego wschodniego pałacu, zwiastując i poprzedzając jego pojawienie się czerwona poświatą. Podobnie czyni jej siostra kiedy nastaje zmierzch. Otwiera wtedy bramy podziemnej krainy zapraszając do niej słonecznego boga. W nocy Dadźbóg podróżuje pod ziemią z zachodu na wschód, by rankiem, wraz z nastaniem świtu wzejść znów na niebo. Miejsce w którym słońce wschodzi nazywane jest wyspą Bujan. Znajduje się ona daleko na praoceanie, ocierając się już jednym brzegiem o nieboskłon. Jest to cudowne i mityczne miejsce, w którym znajduje się pałac Dadźboga oraz gdzie przebywa, skąpana w świetlistym blasku, bogini świtu – Zorza zaranna.
Ruch słońca i Zorzyce wyznaczają przebieg dnia. Wiedziały o tym dawniej słowiańskie wiedźmy i charakternicy, dopasowywali oni zamawiane uroki do odpowiedniej pory doby. Jeśli chcieli, aby czegoś w świecie ubyło odprawiali swoje czary o zmierzchu. Jeśli chcieli, aby czegoś przybyło rzucano takie uroki o świcie. I tak prośby o odpędzenie choroby odprawiano wieczorem, a prośby o dobry sen lub szczęście w miłości odprawiano o wschodzie słońca. Być może dlatego, dzisiaj na świecie jest tak mało osób biegłych w czarostwie, bo niewielu ludzi pamięta jeszcze o tych prawidłach.
Poprzedni | Następny
Na podstawie:
A. Kowalik, Kosmologia dawnych Słowian, s. 17-30, 76, 81, 271, 370, 426
A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska, s. 263
R. Tomicki, Słowiański mit kosmogoniczny, Etnografia Polska XX z. 1, s. 59
A. Szyjewski, Religia Słowian, s. 71
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. 2, Kultura duchowa, s. 28, 445, 448
Kodeks Hipacki, słowiański przekład kroniki Jana Malali