O roli Żmija w rodzimej wierze

„Postać Żmija pełni istotną rolę w rodzimych wierzeniach Słowian. Jest on przeciwnikiem Gromowładcy, z którym toczy walkę, której stawką jest los całego świata. Mit dotyczący boju Peruna i Żmija często nosi miano głównego mitu słowiańskiego, gdyż tak istotne jest jego znaczenie dla całości słowiańskich wierzeń. Wokół tego mitu narosło jednak sporo nieporozumień i nieścisłości, które wypaczają jego sedno w sposób na tyle istotny, że czasem wpływają na odbiór całej rodzimej wiary. Ten artykuł ma na celu rozprawienie się z tymi nieścisłościami poprzez omówienie źródeł, prac naukowych dotyczących Żmija i postaci z nim powiązanych oraz omówieniem konsekwencji dla całej rodzimej wiary wynikłych z roli pełnionej przez niego w rodzimej mitologii.” czytaj całość

Idea Czasu Mitycznego

„Dlaczego w religii czas mityczny ma wyższość nad historycznym?

Mitologię możemy rozumieć jako jedną z części składowej danej
religii. Będzie to system personifikacji, symboli i archetypów, które
wyrażają stosunek człowieka do świata. Każda mitologia, każda opowieść o początku, ma swój czas kiedy się zadziała. Pojawia się więc moment zaistnienia zestawu danych opowieści. Jednak nie w każdej religii jest to ten sam czas. Mamy tu do czynienia z czasem mitycznym, mamy też – z historycznym.” czytaj całość

Królewicz Marko – przykład słowiańskiej etyki heroicznej

„Królewicz Marko jest postacią z serbskiego folkloru. Opowieści o nim zawierają przekrój wyobrażeń na temat cnót jakie Słowianie przypisywali bohaterowi. Jest w nich o szlachetnych czynach i srogiej zemście, honorze oraz waleczności w boju, nieustępliwości, wierności i sprawiedliwości niesionej uciskanym ludziom. XIX wieczny folklor obfituje w treści, z których przebijają zasady etyczne, którymi kierował się lud. Etyka taka ma korzenie w starej ludowej mentalności, która w niektórych aspektach bywa jawnie sprzeczna z wykładnią chrześcijaństwa. W innych aspektach zaś sprawia wrażenie uniwersalnych zasad moralnych, pod którymi podpisałby się każdy, niezależnie od wyznawanej religii. W legendach o Królewiczu Marko można znaleźć także wątki, które z dzisiejszej perspektywy, określili byśmy jako wyjątkowo niepoprawne politycznie oraz takie, które prezentują postawy, jakie dzisiaj nazwali byśmy nacjonalizmem.” czytaj całość

Święto Peruna 2020

Niedawno nasza gromada obchodziło święto Peruna. Okres letnich burz jest czasem poświęconym Gromowładnemu. Złożylismy zatem stosowną trzebę oraz sławiliśmy jego imię. Z różnych stron Polski z tej okazji zjechali się do nas liczni goście. Wspólnie z nami świętowali rodzimowiercy z Koszalina, Olsztyna oraz Łodzi. Na zakończenie obrzędu rozpoczęliśmy igrzyska sportowe organizowane na część Peruna, które zakończone były, jak zwykle, huczną biesiadą.

Noc Kupały 2020

Noc Kupały obchodziliśmy w tym roku w pięknej okolicy, nad rzeką płynącą niedaleko Warszawy. Liczni uczestnicy wydarzenia pletli i łowili wianki, skakali przez ogień oraz wspólnie biesiadowali, dzięki czemu tradycji stało się zadość. Podczas samego obrzędu pożegnaliśmy Jaryłę, który tuż po swoim ślubie z ukochaną Marzanną, zmuszony jest wrócić do zaświatów. W ten sposób od wieków toczy się roczne koło natury.

Maik 2020

Tegoroczny Maik obchodziliśmy skromnie z uwagi na sytuacje związaną z epidemią. Wiosenna obrzędowość powiązana jest z powitaniem Jaryły, który wtedy przychodzi na nasz świat, opuszczając podziemia Nawii. Rozpaliliśmy święty ogień i złożyliśmy Bogom ofiarę. Przywitaliśmy Jaryłę, który wziął naszą ziemię w panowanie, które potrwa do czasu letniego przesilenia.

Narodziny płodnej ziemi

Swaróg przechadzał się po powierzchni ziemi. Mijał strzeliste góry i zacienione wąwozy. Przemierzał kamieniste doliny i wyniosłe pagórki. Wiele dni wędrował poprzez rozległe, skaliste równiny. Nie spieszył się. Miał pod dostatkiem czasu, mógł sobie pozwolić na podziwianie piękna górzystego krajobrazu i śledzenie wzrokiem promieni słonecznych, które tańczyły wśród malowniczych, kamiennych wzgórz. Przysiadł na pobliskiej wapiennej turni i pogrążył się w myślach. Świat był piękny, mimo wszystko czegoś mu jednak brakowało.

Boska moc tworzenia, niewiele miała ograniczeń. Swaróg był w stanie góry przenosić, a w swej kuźni mógł wykuć praktycznie wszystko, o ile tylko dysponował odpowiednio szlachetnym tworzywem. Proces tworzenia różni się przecież od aktu kreacji. Powstanie czegoś z niczego raz się tylko powiodło w historii tego świata, a nie wiadomo, czy nawet gdyby udało się to po raz wtóry, nie zniszczy się przy tym tego co już zdążyło zaistnieć. Tworzenie zaś przebiega w ten sposób, że jedną rzecz w drugą się płynnie przeobraża. Zaczyna się od zamysłu, myśli, która rodzi się znienacka i natrętnie wręcz domaga się urzeczywistnienia. Następnie potrzebne są siła i dłonie twórcy, aby wizje te móc przekuć w rzeczywistość. Im szlachetniejszy kruszec ma się do dyspozycji, tym bardziej zdumiewające koncepcje można przy jego pomocy zrealizować. Rodzi się pytanie, cóż w takim razie mogło by być najszlachetniejszym materiałem jaki ten świat widział? Swaróg zwrócił się na chwilę ku swoim myślom i wejrzał w głąb siebie. Już po chwili wiedział co należy zrobić.

Rozejrzał się po urokliwej, acz jałowej krainie, która otaczała go ze wszystkich stron. Patrzył na ziemię po raz ostatni. Zatrzymał się tak na dłuższą chwilę, a kiedy był już gotów, pozwolił aby duch jego opuścił ciało. Swaróg w swej świetlistej formie uniósł się do góry, na najwyższy pułap nieba i został tam już na stałe. Wyzbył się swej cielesnej powłoki pozostawiając ją za sobą. Porzucone ciało zaczęło się rozpadać, a jego szczątki pokryły ziemię. Rzeki i strumienie wezbrały krwawą czerwienią. Ziemia dotąd sucha i nieurodzajna, zaczęła rodzić życie. Wybiły wówczas trawy, kwiaty i rośliny wszelakie, jakby przebudzone po okresie stuletniej suszy. Świat się zazielenił. Więź między niebem a ziemią, taką właśnie przybrała postać, że jedno stopiło się z drugim, aby mogło powstać życie. To się wydarzyło przed wiekami, a to co się wydarzy jako część boskiego zamysłu na stałe pozostaje już aspektem naszego świata. Nawet i dziś chłopi wiedzą, że aby pole mogło dawać plony, należy wpierw dać glebie się czymś pożywić. Coś umiera, aby żyć mogło coś innego. Ziemia jest matką, która żywi się własnymi dziećmi, kiedy te umierają i wracają na jej łono. Taki krąg zatacza wciąż życie.

Wówczas z ziemi napojonej krwią, narodziła się Mokosz – wilgotna matka ziemia. Jest ona rodzicielką wszystkiego co wyrosłe z gleby. Tam gdzie Mokosz stąpa ziemia czernieje i użyźnia się, przyroda ożywa, a kwiaty rozkwitają. Pojawia się zawsze tam gdzie słoneczne promienie ogrzewają nawilżone rosą łąki. Dawniej ludzie mawiali, że gdy zboże faluje na wietrze, to matka ziemia idzie przez pole. Wszystko co żyje pochodzi z ziemi lub z jej płodów korzysta. Wielka bogini matka jest praprzyczyną wszelkich istot mieszkających pod nieboskłonem. Zaiste cudowna to bogini, tańcząca wśród rozkołysanych traw, promienna i radosna, będąca źródłem wszelkiego życia. Czy taką ujrzeli ją po raz pierwszy także Perun i Weles? Być może, gdyż pojawienie się na ziemskim padole młodej bogini nie pozostało niezauważone. Życiodajna ziemia leży na granicy między niebem, a światem podziemnym. Dwaj bracia, suwereni tychże krain, w przyszłości będą rywalizować o jej względy. Spór ten na zawsze zmieni oblicze całego świata, jednak te wydarzenia nadejdą dopiero w przyszłości. Na razie, młoda bogini, dopiero co objęła ziemię we władanie.

Ze wszystkich roślin jakie pojawiły się na ziemi, Mokosz najbardziej ukochała sobie lipę. Drzewo to odzwierciedla naturę płodnej bogini. Lipa ma wyjątkową skłonność do wypuszczania odrostów, pędów które wyrastają z głównego pnia, więc tak jak sama ziemia, lipa samoistnie rodzi swoje płody. Mokosz jest patronką kobiet, czuwa nad matkami i ich potomstwem. Opiekuje się kobiecym rzemiosłem – przędzeniem, tkactwem, strzyżeniem owiec. Dlatego mówi się, że jej zwierzęciem jest pająk, który nieustannie przędzie jedwabną nić.

Poprzedni | Następny


Na podstawie:
M. Kropej, Supernatural Beings from Slovenian Myth and Folktales, s. 18
J. G. Frazer, Złota gałąź, s. 354
A. Szyjewski, Religia Słowian, s. 130

Pierwszy świt

Proces kreacji świata nabierał rozmachu. Fundamenty nowej rzeczywistości były już gotowe, choć zostało jeszcze dużo do zrobienia, najtrudniejszy etap nasi stwórcy mieli już za sobą. Trzeba bowiem pamiętać, że proces tworzenia wszechświata nie różni się wielce od budowy chaty. Wpierw trzeba wyrównać ziemię i oczyścić ją z kamieni, zaprowadza się w ten sposób porządek, wyrywając mały wycinek przestrzeni z otaczającego morza kapryśnej i dzikiej przyrody. Następnie należy wybrać miejsce na palenisko, centralny punkt domostwa, który będzie zbierać wokół siebie mieszkańców w chłodne, zimowe wieczory. Gdy to już zostanie zrobione trzeba wtedy zbudować klepisko, które jednak zbyt duże być nie może, bo ogromnego dachu wtedy budować i utrzymywać na swoim miejscu nie będzie komu. Mając postawione ściany z sosnowych bali oraz położoną strzechę, można rzec, że chata gotowa. Chociaż chata sama i owszem gotowa, ale żeby ktoś mógł ją nazywać swoim domem, odrobiną serca ściany trzeba wypełnić oraz życie musi zagościć w tychże progach. W tym momencie praca rzemieślnicza przeradza się w pracę wymagającą już innego rodzaju talentów. Jednakże, nim pierwsze istoty zadomowią się w chacie trzeba rozpalić w izbie ogień, wszak nikt w zimnie mieszkać nie chce. Opowieść ta będzie zatem o tym jak Swaróg rozpalił słońce, będzie także o narodzinach bogiń nieba oraz Dadźboga, czyli tego, który trzyma pieczę nad gorejącą, słoneczną tarczą.

Pewnego dnia, choć dnie i noce wtedy tak naprawdę nad światem jeszcze nie zagościły, Swaróg podczas pracy w swej kuźni spostrzegł nagle błysk jakiś. Mieniący się obiekt ukryty wśród chmur przykuł jego uwagę. To grudka złota jaśniała błyszcząc migoczącym światłem. Podniósł Swaróg złotą bryłkę i zaczął się jej uważnie przyglądać. Pomyślał, że to relikt z czasów kiedy całe istnienie upakowane było w jednym zalążku świata, choć nie był tego do końca pewien uznał, że trzyma w ręku cząstkę kosmicznego jaja. Boski kowal zabrał złotą grudę do swojej kuźni i zaczął w nią uderzać młotem. Chciał stworzyć coś czego ten świat jeszcze nie widział i nigdy wcześniej nie doświadczył. W jego umyśle zaczęła kiełkować koncepcja nowego stworzenia, jednak ostateczny efekt przerósł najpewniej także jego oczekiwania.

Boski kowal uderzał młotem rytmiczne. Nacierał na metal, nakłaniając go kolejnymi ciosami, aby uległ i pozwolił się ukształtować zgodnie z zamysłem niebiańskiego twórcy. Złoto stawiało jednak zacięty opór i długo trwały te zmagania. Podczas kucia strzelały iskry, kilka z nich uciekło spod swarożego młota i uleciały w różne strony świata. Pierwsza wyskoczyła na wschód, poszybowała w górę i zatrzymała się na nitkach światła przeplatających białe obłoki. Kolejna iskra poleciała na zachód i upadła na ciemną taflę zimnego oceanu.

Zrodziły się z tych iskier dwie boginie. Siostry będące do siebie podobne, a jednocześnie tak bardzo się różniące – bogini świtu oraz bogini zmierzchu. Pierwsza z nich nosi imię Zorza, choć czasem bywa nazywana także Jutrzenką. Jej tajemnicza siostra natomiast bywa zwana Mrocznicą, ponieważ mrok jest jej okryciem lub Wieczornicą, ponieważ wraz z jej przebudzeniem kończy się dzień. Tak ją dzisiaj nazywają, choć niewykluczone, że jej prawdziwe imię owiane jest nimbem tajemnicy, wszak bogini zmierzchu to bardzo zagadkowa postać. Powiadają także najstarsi mędrcy oraz najtęższe umysły okrzepłe w zmaganiach ze starymi, zakurzonymi kronikami, że całkiem to możliwe, iż towarzyszy im jeszcze trzecia siostra. Zrodzona z trzeciej iskry, która uleciała na północ. Jeśli prawdę oni powiadają to, bogini owa zdaje się być nieuchwytna, być może nie jest łasa na sławę, jaką lud słowiański zapewne by ją obdarzył, gdyby tylko zechciała dać się jemu poznać.

Kiedy Swaróg wreszcie skończył swoją pracę dzieło było gotowe. Z bryłki złota, poddanej działaniu twórczej mocy boskiego kowala, powstała żarząca się, świetlista tarcza słoneczna. Swaróg rzucił ją wysoko na niebo. W tym twórczym akcie zrodził się Dadźbóg, syn swaroży. Dadźbog jest dawcą życia, ogrzewa cała ziemię swoim ciepłem, przynosi wszelkim istotom pomyślność i dostatek. Charakter odziedziczył po ojcu, jako mąż chrobry pomaga Swarogowi pilnować praw i ładu wszechświata. Gorejącym spojrzeniem omiata całą ziemię zza słonecznej tarczy. Nasi przodkowie drzewiej uważali, aby nie wskazywać w jego kierunku palcem, by mu oka nie wykolić. Dadźbóg byłby zapewne rad, gdyby dawny zwyczaj powrócił i dzisiaj. Solarny bóg podróżuje codziennie po niebie w swym ognistym powozie zaprzężonym do białych, chmurnych rumaków. Przemierza nieboskłon wschodząc na wschodzie i zachodząc na zachodzie. Jego towarzyszką jest Zorza, która otwiera mu dębowe drzwi jego wschodniego pałacu, zwiastując i poprzedzając jego pojawienie się czerwona poświatą. Podobnie czyni jej siostra kiedy nastaje zmierzch. Otwiera wtedy bramy podziemnej krainy zapraszając do niej słonecznego boga. W nocy Dadźbóg podróżuje pod ziemią z zachodu na wschód, by rankiem, wraz z nastaniem świtu wzejść znów na niebo. Miejsce w którym słońce wschodzi nazywane jest wyspą Bujan. Znajduje się ona daleko na praoceanie, ocierając się już jednym brzegiem o nieboskłon. Jest to cudowne i mityczne miejsce, w którym znajduje się pałac Dadźboga oraz gdzie przebywa, skąpana w świetlistym blasku, bogini świtu – Zorza zaranna.

Ruch słońca i Zorzyce wyznaczają przebieg dnia. Wiedziały o tym dawniej słowiańskie wiedźmy i charakternicy, dopasowywali oni zamawiane uroki do odpowiedniej pory doby. Jeśli chcieli, aby czegoś w świecie ubyło odprawiali swoje czary o zmierzchu. Jeśli chcieli, aby czegoś przybyło rzucano takie uroki o świcie. I tak prośby o odpędzenie choroby odprawiano wieczorem, a prośby o dobry sen lub szczęście w miłości odprawiano o wschodzie słońca. Być może dlatego, dzisiaj na świecie jest tak mało osób biegłych w czarostwie, bo niewielu ludzi pamięta jeszcze o tych prawidłach.

Poprzedni | Następny


Na podstawie:
A. Kowalik, Kosmologia dawnych Słowian, s. 17-30, 76, 81, 271, 370, 426
A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska, s. 263
R. Tomicki, Słowiański mit kosmogoniczny, Etnografia Polska XX z. 1, s. 59
A. Szyjewski, Religia Słowian, s. 71
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. 2, Kultura duchowa, s. 28, 445, 448
Kodeks Hipacki, słowiański przekład kroniki Jana Malali

Pierwotny ład wszechświata

Kiedy para demiurgów zakończyła tworzenie ziemi, poczuli się zmęczeni i zaczęli myśleć o odpoczynku. Stworzona przez nich kolebka miała kształt okrągłego placka. Unosiła się na morskiej powierzchni, tak jak kłoda drewna unosi się na falach. W jej centrum sterczała pierwotna góra wyznaczająca środek świata. Dla nas ludzi, taka góra jest jak wiekowy dąb dla maleńkich mrówek. Jednak dla dwóch braci – Peruna i Welesa skrawek lądu był na tyle mały, że mogli się na nim ledwie zmieścić. Znużeni po ciężkiej pracy ułożyli się do snu. Weles na zachodniej stronie wyspy, a Perun na wschodniej.

Weles nie zamierzał jednak zmrużyć oka. W jego głowie zrodził się podstępny plan. Zapragnął posiąść ziemię tylko dla siebie. Nie chciał się nią dzielić z bratem, przecież razem było im i tak zbyt ciasno na tym niewielkim kawałku lądu. Chciał zepchnąć Peruna do morza, aby ten pogrążył się w wodnej otchłani. Wieczorem zaczekał aż jego brat uśnie i zaczął realizować swój zamysł. Podszedł do gromowładnego i zaczął go spychać w kierunku krańca wyspy. Jednakże daremne były jego wysiłki, gdyż ziemia zaczęła rozrastać się pod ciałem Peruna, nie pozwalając zamoczyć mu nawet jednego palca. Weles podniósł brata i spróbował raz jeszcze, spychając go w innym kierunku, jednakowoż rezultat jego drugiej próby był identyczny co poprzednio – ziemia rosła. Widząc, że nic nie wskórał, próbował dalej swych sił. Począł się miotać od jednego brzegu do drugiego chcąc w końcu zepchnąć brata do wody. Za każdym razem lądu przybywało. Mimo wielu prób Weles nie dał rady utopić śpiącego Peruna. Ostatecznie dał za wygraną, jednak ziemia zaczęła już rosnąć niczym ciasto w piecu i rozrastała się nieograniczenie.

Zbudził się w końcu Perun, nie zdając sobie sprawy z tego co działo się gdy był pogrążony we śnie. Rozejrzał się i ujrzał ziemię sięgającą daleko po horyzont. Weles przekazał mu wiadomość, że lądu stale przebywa. Początkowo cieszyli się bracia, że ich wspólne dzieło nabierało ostatecznych kształtów. Po pewnym czasie jednak Gromowładca zaczął się niepokoić, że jeśli ziemia dalej będzie rosnąć w takim tempie, wkrótce rozrośnie się na tyle, że zabraknie miejsca na ocean, który wylewając się uszkodzi sklepienie niebieskie i naruszy w ten sposób strukturę wszechświata. Podzielił się swoimi obawami z bratem.

– Nie martw się bracie, wyrzeźbię pazurem góry i doliny, rosnąca ziemia nie wyprze więc morza, bo jego wody pomieszczą się w rzekach i jeziorach – zapewnił Weles, choć tak naprawdę miał już nowy plan i liczył na to, że nieboskłon pęknie, a świat się podtopi, dzięki czemu zyska nad nim większą władzę.

Perun, nieświadomy podstępu, przystał na propozycję brata. Weles obrabiał powierzchnię nowej ziemi, tak jak było uzgodnione. Ugniatał szponami nowe góry i kotliny, jednak ziemia rosła szybciej, niż Weles stwarzał miejsce dla nowych wód. Perun zwrócił się ponownie do brata ze swoim zmartwieniem. Weles jednak pozostał niewzruszony upierając się, że niebo nie jest zagrożone i popękać nie może. Wzbudziło to podejrzenia Peruna, że brat coś przed nim ukrywa.

Kiedy obaj znów udali się na spoczynek, tym razem to Perun nie zasnął, nawet na chwilę. Bacznie obserwował śniącego Welesa. Nad ranem spostrzegł, że mroczny bóg zaczął się wybudzać i pogrążony w półśnie mamrocze coś do siebie. Perun natychmiast wysłał doń pszczołę, aby przysłuchała się dokładniej w nadziei, że Weles wygada coś, co mogło by zdradzić jego zamiary.

– Mój brat nie wie co zrobić, aby zatrzymać przyrost ziemi. A potrzeba jedynie wyznaczyć kijem strony świata i powiedzieć „Dość już tej ziemi”. Ziemia wtedy usłucha i przestanie rosnąć. Takie to proste, a ten tylko łamie sobie głowę daremnie, co ma robić – gadał Weles do siebie, pod nosem.

Słysząc to pszczoła zebrała się do lotu, jednak zabrakło jej ostrożności, bo Weles usłyszał bzyczenie jej delikatnych skrzydeł. Wybudził się i pochwycił pszczołę pazurami, ta jednak była dość zwinna i zdołała się wymknąć.

– Oby ten co cię tu wysłał, jadł odtąd twoje łajno – mroczny bóg zaklął w kierunku odlatującego owada.

Pszczoła niezwłocznie opowiedziała o wszystkim Perunowi. Dowiedziawszy się co zaszło, Perun uniknął klątwy Welesa nakazując od tej chwili pszczołom produkować słodki miód. Tworzy się z niego napój, którym do tej pory raczą się także sami Bogowie.

Zadowolony, że udało mu się dopiąć swego, Piorunowładca przystąpił do działania. Stanął w centrum świata i zaczął nakreślać kosturem znaki na ziemi. Zaczął od wschodu, potem zwrócił się na zachód, następnie na północ, by skończyć zwracając się na południe. Kiedy naznaczył cztery kierunki świata i wypowiedział odpowiednie słowa, ląd przestał rosnąć, a jego krańce oparły się o brzeg sklepienia niebieskiego. W ten sposób zadany został pierwotny ład, a wszechświat się ustabilizował.

Poprzedni | Następny


Na podstawie:
R. Tomicki, Słowiański mit kosmogoniczny, Etnografia Polska XX z. 1, s. 47-60
A. Szyjewski, Religia Słowian, s. 27-38

Kosmiczny młyn

Pierwsza góra była tak wysoka, że sięgała swoim szczytem podstawy nieba. Tę pierwszą na świecie górę, po dziś dzień zwą górą Trygław. Liczne narody twierdzą, że mieszkają w jej pobliżu, jednak która z nich jest tą prawdziwą? Tego nie wie chyba nikt. Swoje miano góra zawdzięcza jednemu z Bogów, który w niej ma swoją siedzibę i w jej wnętrzu został zrodzony, ale o nim opowiem za chwilę. Wróćmy na moment do aktu stwarzania.

Kiedy pierwotna ziemia została utworzona, a góra Trygław wyłoniła się już z praoceanu, Perun wbił w jej szczyt swoją laskę. Ukręcony z piorunów kij w zetknięciu z wierzchołkiem momentalnie wypuścił korzenie oraz zazielenił się listowiem, zamieniając się w wielkie drzewo. Poczęło ono gwałtownie rosnąć. Rozrastając się, oplotło cały masyw góry, docierając swymi korzeniami do podziemnych wód pierwotnego morza. Gałęzie drzewa szybko wystrzeliły w górę, przeszywając na wskroś całe niebo, zatrzymując się dopiero przed gwiazdą polarną, którą Swaróg kiedyś umieścił na nieboskłonie. W ten sposób powstała oś światów. Stanowi ona centrum, wokół którego kręcą się sfery niebieskie. Niczym oś kosmicznego młyna, który obraca żarna, wprawiające w ruch bieg czasu oraz wszystkie gwiazdy. Góra Trygław wraz z rosnącym na niej drzewem życia jest miejscem szczególnym. Powiadają, że u jej podnóża zatrzymuje się czas, a po jej zboczu można się wdrapać przechodząc w dowolne miejsce. Można się tędy dostać do górnego nieba lub zejść w dół na samo dno wszechoceanu. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, nie ma w tym nic zagadkowego. Wszak sama góra została stworzona z morskiego piasku, a rosnące na niej drzewo wykiełkowało z niebieskich błyskawic. Kosmiczny młyn został zbudowany przy wspólnym udziale obu braci, a w ruch wprawił go sam Swaróg.

Drzewo życia łączy ze sobą różne krainy. Tam gdzie korona drzewa sięga wysokiego nieba, znajduje się miejsce nazywane Wyrajem. Jest to miejsce, które szczególnie upodobał sobie Perun. Stamtąd może obserwować wszystkie wydarzenia, małe i wielkie, jakie się dzieją na ziemi. Na dole, pod korzeniami drzewa kosmicznego, znajduję się podziemne królestwo Nawii. Miejsce to jest siedzibą Welesa, który dogląda tam bydła pasącego się na bezkresnych, zielonych łąkach. Weles bowiem, wśród naszych przodków, był uznawany także za opiekuna bydła, które w dawnych czasach uchodziło za oznakę bogactwa. Pień drzewa świata przechodzi na wylot przez całą naszą ziemię i choć jest szeroki niczym góra to zauważyć go nie sposób, ponieważ podobno całe drzewo zrobione jest ze szkła albo przezroczystego kryształu.

To właśnie miejsce, którego nie ima się czas i które leży w centrum wszechrzeczy jest domem trójgłowego boga. Każda z jego głów innego świata dogląda. Pierwsza spogląda na niebo, omiatając wzrokiem całą przestrzeń powietrzną. Druga głowa zdolna jest przejrzeć mętne wody dolnego świata. Trzecia zaś ziemi się przygląda. Trygław rzadko jednak opuszcza swoją siedzibę, wydarzenia zewnętrzne nieczęsto go zajmują. Fakt ten był ogólnie znany już dawno temu, gdyż w przeszłości posągi jemu poświęcone były rzeźbione z zasłoniętymi oczami oraz ustami na znak, że Trygław zajęty jest głównie własnymi sprawami. Tak jak młynarz siedząc w młynie dogląda jedynie pracy swoich mechanizmów, tak samo Trygław od innych spraw stroni, pilnując jedynie czy młyn kosmiczny gwiazdy mieli należycie.

Niektórzy ponadto uważają, że Trygław jedną nieocenioną przysługę oddaje wszystkim stworzeniom, bowiem, opierając się na olbrzymich wielorybach, które pływają w praoceanie, pomaga on w podtrzymywaniu ziemi, aby ta nie zanurzyła się w wodne głębiny. Gdyby nie on młoda ziemia spoczywająca na morskiej powierzchni na powrót zanurzyłaby się w wodzie tuż po stworzeniu. Nawet w dzisiejszych czasach Trygław chroni nas wszystkich przed potopieniem się w morskiej czeluści. Słowianie żyjący niegdyś w pomorskich krainach zapewne o tym wszystkim wiedzieli lepiej od nas. Żyjąc blisko morza, doskonale znali niebezpieczeństwa obcowania z wodnym żywiołem i mieli świadomość czym potop grozi. Rzecz to możliwa, że cześć oddawali Trygławowi właśnie z wdzięczności, że od takiego losu pomaga ich wszystkich ochronić.

Poprzedni | Następny


Na podstawie:
J. i R. Tomiccy, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, s. 66-89
M. Stańczuk, Słowiańska opowieść o stworzeniu świata w sztuce ludowej cz.2
A. Szyjewski, Religia Słowian, s. 37-38, 70
Żywot św. Ottona biskupa bamberskiego